Polskie media ramię w ramię z kibicami nazywały go „polskim Nagelsmannem”. To już narzuca niemałą presję. Dawid Szulczek, pierwszy bohater polskiego świata trenerów, który doczekał się takiego zaszczytu zaimponował konesersko-kibicowskiej opinii publicznej nieco ponad 3 lata temu. Urodzonego w Świętochłowicach szkoleniowca wyobrażaliśmy sobie jako głowę topowych zespołów, zastanawialiśmy się, co będzie następnym przystankiem. Raczej byliśmy spokojni o kierunek jego kariery, bo sprawiał wrażenie ułożonego, ambitnego, piekielnie inteligentnego i oddanego pracy szkoleniowca. Była Warta Poznań, później – nieco sensacyjnie – Ruch Chorzów, by teraz zejść na drugi plan. Szulczek asystentem Łukasza Tomczyka w Rakowie Częstochowa.
Warta Poznań oszukiwała przeznaczenie?
Co poszło nie tak? – pytają się dziś obserwatorzy polskiej piłki. Bo choć coraz częściej dotychczas pierwszoplanowe postacie polskiej sceny trenerskiej decydują się na prace w cieniu, jako asystenci, wciąż przed trzema latami nikt by nie przypuszczał, że w przypadku Szulczka pójdzie to w tym kierunku.
Szczerze? Trudno mi sobie wyobrazić współpracę tak dwóch ambitnych trenerów w jednym miejscu jak Łukasz Tomczyk i Dawid Szulczek. Ciekawe miesiące w Rakowie Częstochowa. W sumie niepokój w sprawie odpowiedniej licencji trenera w klubie na jakiś czas odłożony na półkę ⚽️ https://t.co/gha0itpFKa
— Luka Pawlik 🇵🇱 🇮🇹 (@LukaPawlik) January 5, 2026
Dawid Szulczek stał się postacią, która wyróżniała się na tle kolegów po fachu z Ekstraklasy. Przede wszystkim, wiekiem. Rocznik 1990. To już budziło pewną fascynacje. Zwłaszcza, że młodzi trenerzy na najwyższym poziomie w Polsce byli towarem deficytowym. Gdy okazało się, że Szulczek to nie tylko ciekawostka, eksperyment, coś więcej niż ryzykowny ruch władz klubu, które zdecydowały się go zatrudnić, zrobił się boom. Warta Poznań rok w rok była skazywana na spadek tudzież siermiężną walkę o utrzymanie. Przed każdym sezonem „Zielonych” w Ekstraklasie mówiło się, że jeżeli ktoś ma pomóc przedłużyć subskrypcję tego klubu na grę w najwyższej klasie rozgrywkowej, sprzymierzeńca należy szukać w będącej do bólu wyświechtanym sloganem logice Ekstraklasy i elemencie szczęścia. Dawid Szulczek zrobił tak, że Warta Poznań nie tylko skutecznie uciekała przed walką o utrzymanie, ale również grała, na tle konkurentów, całkiem niezły futbol.
Potrafili zakładać pressing, wychodzić spod pressingu; mieli w ataku świetnego Adama Zrelaka, zresztą do dziś bardzo ciepło wspominanego wśród kibiców „Dumy Wildy”.
Kryzys schyłkowej Warty Piotra Tworka, dobry pierwszy sezon Dawida Szulczka
Dawid Szulczek przejął Wartę Poznań przed spotkaniem 15. Kolejki PKO Ekstraklasy z Wisłą Płock. Wydawało się, że sensacyjny, poprzedni sezon zakończony piątą lokatą pod wodzą Piotra Tworka był dziwnym wybrykiem natury, czymś w rodzaju błędu w symulacji, a Warta lada moment wróci na zaplecze Ekstraklasy. Impas udało się przełamać zwycięstwem z Legią Warszawa. Od tego czasu „Zieloni” tracili punkty zaledwie trzykrotnie – z Bruk-Bet Termalicą Nieciecza, Rakowem Częstochowa i Lechem Poznań. I choć przez czternaście bitych kolejek, „Duma Wildy” koczowała w strefie spadkowej, udało się z niej wyjść i zakończyć kampanię na jedenastym miejscu. W następnym sezonie Warta Poznań pod kreską była tylko raz – po dwóch kolejkach kiedy to podopiecznym Dawida Szulczka nie udało się przeciwstawić kolejno Rakowowi Częstochowa i Wiśle Płock. Była szansa na powtórzenie sukcesu Piotra Tworka, Warta bowiem bardzo długo utrzymywała się w okolicach 5-6 miejsca, słabsza końcówka sezonu pozwoliła jednak zadowolić się „jedynie” ósmym miejscem.
Co zabawne, rok później Warta Poznań również w strefie spadkowej tylko raz. Na jej nieszczęście, miało to miejsce po 34. kolejce ligowych zmagań. I to właśnie ten sezon jest jednym z pierwszych kamyczków do ogródka Dawida Szulczka. Wtedy wiara w jego talent nieco przygasła, a przydomek „polski Nageslmann” okazał się być pucharem przechodnim i powędrował do Adriana Siemieńca. Gdy historia fenomenu Dawida Szulczka w Warcie Poznań kończyła się, zaczynała się ta napisana przez Siemieńca z Jagiellonią Białystok.
Za głosem serca
Dawid Szulczek, trochę sensacyjnie trafił do Ruchu Chorzów. Wydawało się, że po Warcie zrobi krok do przodu, będzie chciał utrzymać się na karuzeli trenerskiej w PKO Ekstraklasie. Tymczasem padło na „Niebieskich” – i tutaj chyba mamy do czynienia z wyborem podjętym przez serce. Szulczek jako chłopak z Świętochłowic był wielkim kibicem Ruchu. Prowadzenie swojego ulubionego zespół brzmi jak marzenie z dzieciństwa. I to jedno z tych marzeń, które raczej na pewnym etapie życia człowiek wrzuca do szufladki podpisanej „nierealne”, jednak cały czas ma je z tyłu głowy i w ogromnej części podporządkowuje jemu swoje życie.
💬 „𝘋𝘻𝘪𝘴𝘪𝘢𝘫 𝘸𝘳𝘢𝘤𝘢𝘮 𝘥𝘰 𝘵𝘦𝘨𝘰 𝘮𝘪𝘦𝘫𝘴𝘤𝘢”.
Dawid Szulczek nowym trenerem Ruchu 🔵
Trenerze, witamy w domu! Powodzenia 🤝
👉 https://t.co/8yX14xLCE1 pic.twitter.com/vZjII08dpM
— Ruch Chorzów (@RuchChorzow1920) August 27, 2024
Ruch Chorzów jest klubem, który może mieć jeden z dwóch celów – awansować do Ekstraklasy albo utrzymać się w Ekstraklasie. Jako że współtowarzyszył Warcie w spadaniu z najwyższej klasy rozgrywkowej, tym razem trafiło na ten pierwszy. Niezależnie od sytuacji finansowej, jakości kadry, współpracowników, całego szeregu zmiennych – Ruch musi zawsze celować w Ekstraklasę. Bo ma rzeszę fanów, długą historię, tradycje, sukcesy. Klątwa przeszłości, kiedy klub funkcjonował w zupełnie innych realiach i wyróżniał się na tle swoich konkurentów generuje ogromną odpowiedzialność – bo jak wytłumaczyć fanom, że wielki Ruch Chorzów jest maksymalnie przeciętnym Ruchem Chorzów? I to nawet nie przeciętnym w skali Ekstraklasy, a drugiego poziomu rozgrywkowego.
Zwolnienie Szulczka z Ruchu Chorzów
Transfery poprzedzające sezon 2024/2025 mogły jednak nakręcić oczekiwania. Pokazały, że zarząd, dyrektor ds. sportowych Tomasz Foszmańczyk realnie myślą o powrocie Ruchu do elity. Pojawił się Martin Turk z Parmy, sprowadzony według danych portalu Transfermarkt za około 150 tysięcy euro, a także parę twarzy znanych nam także z Ekstraklasy – Martin Konczkowski, Mateusz Szwoch, Filip Borowski, wypożyczony z Rakowa Częstochowa Jakub Myszor. Większość z transferów okazała się nietrafiona. Choć 2024 rok Ruch Chorzów zakończył na czwartej pozycji, w samym sezonie 2024/2025 „Niebiescy” finalnie zajęli dziesiąte miejsce. Nie walczyli o awans, nie walczyli o spadek.
– Zrobiłem kilka błędów, kilka zostało popełnionych ze strony szatni. Wszyscy zawaliliśmy, teraz chcemy udowodnić, że potrafimy wyciągać wnioski. Pierwszy sezon po spadku często jest nerwowy, szarpany. Trudno jest wrócić, kiedy się łapie „dołek”. My już zebraliśmy cięgi, kiedy nie udało się wywalczyć awansu. Jesteśmy teraz mądrzejsi o te doświadczenia – tłumaczył się po nieudanej kampanii Dawid Szulczek.
Świętochłowiczanin dostał drugą szansę. Po trzech kolejkach został zwolniony. Ruch zremisował z Puszczą Niepołomice na wyjeździe, pokonał Górnika Łęczna oraz przegrał ze Śląskiem Wrocław. Szulczek nie krył rozczarowania takim obrotem spraw.
– Zwalnianie trenera po trzech meczach, gdy zdobyłeś cztery punkty, a masz przed sobą spotkanie z drużyną ze strefy spadkowej, nie jest według mnie w porządku. Tym bardziej, że wiadomo, że na Puszczy gra się bardzo trudno, a Śląsk to jedna z drużyn, które powinny bezpośrednio awansować do Ekstraklasy. Uważam, że można było zakomunikować po sezonie, że mnie po prostu w klubie nie chcą. Tym bardziej, że jeszcze w maju miałem telefony i mogłem podjąć się innego projektu. – opowiadał dla Weszło Dawid Szulczek.
Od talentu trenerskiego do ciszy. Dawid Szulczek usunął się w cień
Temat Dawida Szulczka nieco ucichł po odejściu z Warty Poznań. Siłą rzeczy o pierwszej lidze mówi się mniej niż o Ekstraklasie. Podczas końcówki, w szeregach „Zielonych” postać młodego szkoleniowca traciła na medialności. Spadek z Ekstraklasy z Wartą Poznań, koniec końców nieudana przygoda z Ruchem Chorzów – te dwie zawodowe porażki miały zburzyć wizerunek Szulczka jako młodego talentu wśród trenerów. Symbolem zjazdu miały być wydarzenia z dni ostatnich, czyli ogłoszenie Dawida Szulczka jako asystenta Łukasza Tomczyka w Rakowie Częstochowa. I po takiej przygodzie z Wartą, która dziwiła całą piłkarską Polskę, aż dziw, że mijają niecałe dwa lata, a główny architekt naprawdę dużego sukcesu Warty jest „tylko” asystentem. Nie świadczy to jednak o tym, że Dawid Szulczek był trenerem przereklamowanym, pozorantem, a jego świetne wyniki były błędem w matrixie.
Warta Poznań organizacyjnie nie nadawała się na Ekstraklasę. Dawid Szulczek robił wynik ponad stan
Spadkowy sezon Warty Poznań to pasmo problemów. W pierwszej kolejności, niepokój, bo „Zieloni” nie mogli zagrać kolejnego sezonu w Grodzisku Wielkopolskim mając w nazwie Poznań. Pojawiły się pytania – gdzie będziemy grać? Czy Warta dalej będzie poznańska? A jak pojawiają się wątpliwości, co do podstawowej kwestii w kontekście dalszej bytności klubu piłkarskiego, dzieje się źle i na pewnym etapie może mieć to odzwierciedlenie na boisku.
Nawet jeśli w tej materii się mylę, to kwestia problemów z terminowym wypłacaniem wynagrodzeń piłkarzom, członkom sztabu wpływ na morale może mieć. Gdy po raz kolejny dziesiątego nie przychodzi przelew od pracodawcy, czysto po ludzku, trudno dawać z siebie 100%. Dodajmy też, że w trakcie rundy wiosennej Dawid Szulczek już wiedział, że Warta jest dogadana z nowym trenerem. I oczywiście, kontuzja Adama Zrelaka. Dla klubu, mimo poprzednich solidnych lat, walczącego o utrzymanie, dłuższa absencja gwiazdy zespołu ma znaczący, negatywny wpływ na zrealizowanie planu o przedłużeniu ekstraklasowej egzystencji.
– Było trochę zamieszania z odejściem i powrotem właściciela. Pojawiały się turbulencje, poślizgi w płatnościach. Zrobiło się zamieszanie. Na kilka kolejek przed końcem sezonu tak naprawdę kończysz pracę, bo ogłaszają nowego trenera. Jednocześnie większość zawodników nie ma przedłużonych umów. Wcześniej było biednie, ale wszyscy trzymali się razem. W pewnym momencie przestali się trzymać. Skończyło się to tragicznie, spadkiem. Nie chcę, żeby to brzmiało jak użalanie się czy szukanie na siłę wytłumaczenia, bo zabrakło nam jednego punktu, który mogliśmy zdobyć, gdybym podjął inne decyzje. – opowiada o realiach pracy w Warcie Dawid Szulczek.
Problemy finansowe, Grodzisk Wielkopolski, kontrakt Dawida Szulczka
Dawid Szulczek jest uzdolnionym trenerem. Warta, która rok w rok słynęła z najskromniejszych warunków finansowych w Ekstraklasie i gry 50 kilometrów od domu, pod jego wodzą dwukrotnie zakończyła sezon w górnej części/środku tabeli, zawsze z perspektywami na coś więcej. Rozsypało się, gdy uwidoczniono ogromne luki w sposobie zarządzania klubem. Zaległości finansowe. Fiasko w rozmowach kontraktowych z Szulczkiem. Rok w roku kadra zmieniała się diametralnie. Tak, Szulczek wykręcał tam wynik ponad stan. Doskonale zdaję sobie sprawę, że mijający czas, duży progres jaki poczyniła polska piłka w krótkim czasie sprawia, że osiągniecia młodego trenera w Warcie nie robią takiego wrażenia. Gdyby nie on, wielce prawdopodobne, że ten drugi, według setek mitów i legend najgorszy dla beniaminka sezon w Ekstraklasie byłby kresem wspaniałej przygody „Dumy Wildy” w polskiej, piłkarskiej elicie.
Pech też spotkał Szulczka w Ruchu Chorzów. Być może w zarządzaniu klubem pojawiło się zbyt dużo emocji – wiemy, że, gdy trenerem jest kibic niesie to szanse i zagrożenia. Szansę, bo wiadomo, że zaangażowanie będzie ogromne. Zagrożenie, bo emocje mogą w takiej sytuacji zepchnąć chłodną kalkulację na boczny tor. W tej kwestii możemy jednak tylko gdybać, do głowy trenera Szulczka nie wejdziemy.
Kiepskie transfery, nierealne oczekiwania, nieodpowiedzialne zarządzanie
Początek Szulczka w Ruchu to także początek przygody Tomasza Foszmańczyka jako dyrektora sportowego w klubie. Dawid Szulczek doświadczenie jako trener już jednak miał, Foszmańczyk dopiero zaczynał jako dyrektor. Transfery na papierze, jak już ustaliliśmy, wyglądały solidnie. Rzeczywistość jednak zweryfikowała. Pierwsze okno transferowe, jak pierwszy naleśnik – często nie wychodzą. W szerszej perspektywie na klatę musiał to wziąć jednak Dawid Szulczek zwolniony w absurdalnym momencie, pod wpływem kibiców. Im większa baza zagorzałych kibiców, tym mniejsza cierpliwość. Klubowe władze powinny być na to odporne, ale nie były.
Szulczek stracił pracę. W Ruchu zrobił najlepszą w swojej karierze średnią punktów na mecz – 1,63. Trudno więc mówić o totalnej kompromitacji. Uwzględniając jednak szerszy kontekst, czyli aspiracje klubu wynikające z jego wielkości, doskonałą pozycje po rundzie jesiennej – Dawid Szulczek nie dowiózł.
Nie taka ta przygoda w Ruchu straszna jak ją malują. Półfinał Pucharu Polski jak dla pierwszoligowca to duża rzecz, były efektowne zwycięstwa – 5:0 z Chrobrym Głogów, 6:0 z Odrą Opole.
Dzisiaj po około półrocznym rozbracie z trenerką, Szulczek wraca do gry. Będzie asystentem Łukasza Tomczyka. Jego imponujące wyniki w Polonii Bytom sprawiły, że wpadł w oko Michała Świerczewskiego. Gdy Szulczka doceniano jako trenera bardzo dobrze wyglądającej Warty, Tomczyk był trenerem-analitykiem GKS-u Katowice.
Dawid Szulczek dołączył do sztabu szkoleniowego Rakowa Częstochowa i został asystentem pierwszego trenera.
Trenerze, witamy i życzymy wielu sukcesów! 🤝 pic.twitter.com/Kv7Xo9LKO6
— Raków Częstochowa (@Rakow1921) January 5, 2026
Dawid Szulczek pogodził się z brutalną rzeczywistością
To pogodzenie się z rzeczywistością, która niekoniecznie ułożyła się po myśli Dawida Szulczka. Oczywiście, podjął on szereg decyzji i zmaga się z konsekwencjami. Być może ten Ruch na tym etapie nie był potrzebny, lecz pamiętajmy, że serce nie sługa. Te gorsze momenty, które przytrafiały się czy pod koniec przygody Warty z Ekstraklasą, czy od wiosny ubiegłego sezonu w Ruchu Chorzów to w dużej mierze odpowiedzialność złego zarządzania klubem. Dzisiaj Szulczek ląduje w zdrowym, ambitnym środowisku. Klubie, którym lubi ludzi z takim etosem pracy z jakim kojarzymy 35-letniego trenera. Bardzo analityczne podejście do futbolu to również cecha, którą w Rakowie lubią. Przy okazji, sztab „Medalików” wypuścił już w polską piłkę wielu trenerów.
Dawid Szwarga wrócił do asystowania Markowi Papuszonowi, gdy ten zdecydował się na powrót do trenowania Rakowa. Dawid Kroczek, który w ubiegłym roku miał za sobą znakomitą jesień jako trener Cracovii – punktowo lepszą niż Elsner w tym sezonie – w tym sezonie był asystentem Marka Papszuna. Tak, w Rakowie.
Jest to trend. Być może na karuzeli trenerskiej robi się zbyt ciasno. Albo nie ma odpowiednich klubów pod pomysły, kulturę pracy takich szkoleniowców jak właśnie Szulczek. Jeżeli jednak sprawdzi się w Rakowie, pewnie znowu trzeba będzie udowadniać coś na niższym poziomie. I tutaj już warto będzie zastanowić się kilka razy. Serce to zły doradca – decyzja o pracy w Ruchu Chorzów pokazała to dobitnie.
Spokojnie, Dawid Szulczek wciąż może być świetnym trenerem
Dawid Szulczek wciąż jest młodym, obiecującym trenerem. Stał się ofiarą własnego fenomenu – bo gdy się pojawiał, był fenomenem, imponował, budził sympatię i podziw. Dzisiaj trochę o tym zapominamy. To solidny szkoleniowiec z potencjałem na dalszy rozwój. Dotychczas brakowało realnych sukcesów – dowiezienia dobrej pozycji Ruchu do końca sezonu, może pobicie wyniku Piotra Tworka w Warcie. Na pewnych etapach sezonu, w naprawdę trudnych warunkach Szulczek odnosił sukcesy, musi jednak odnaleźć te momenty, w których coś się psuło, wyeliminować swoje błędy i zrobić wszystko, by wizja rozwoju następnego pracodawcy była tożsama z wizją Szulczka.
Jeśli chodzi o sam Raków Częstochowa zarządzany przez Łukasza Tomczyka i Dawida Szulczka, wygląda to bardzo interesująco. Duże wyzwanie przed jednym i drugim, bo są dalej perspektywy na świetny wynik w Lidze Konferencji i oczywiście mistrzostwo Polski. Warsztat jest, ale ani jeden ani drugi z tych panów nie miał okazji walczyć o tak wysokie cele. Kiedyś musi być ten pierwszy raz.